Bieganie to emocje!

Krośnieńska 10 - czyli nie daj się upiec

Krośnieńska 10 - czyli nie daj się upiec

2016-08-28

Po tegorocznym (2016) Półmaratonie Solan, gdzie temperatura dała nam się mocno we znaki pomyślałem, że mam dwa wyjścia: albo zrezygnować ze startów w miesiącach, gdzie ryzyko upału jest największe albo zacząć więcej trenować w wyższych temperaturach i przyzwyczajać się do biegania w skwarze.

Umówmy się: bieganie w upale to nie jest najlepszy pomysł. No ale z drugiej strony ludzie biegają w jeszcze gorszych warunkach. Ostatnio więc świadomie nie odwlekałem treningów do późnego wieczora, ale biegałem, gdy na naszej osiedlowej łące piękniejsza część osiedla chwytała promienie palącego słońca. Oczywiście takie treningi mają nieco inną specyfikę: biegam w czapce, z bidonem, nieco wolniej, uważniej monitoruję tętno.

A dlaczego ja tak o tych upałach i słońcu? Ponieważ Krośnieńska 10 to bieg, który odbywa się pod koniec sierpnia. A w tym roku koniec sierpnia wcale nie wyglądał jak koniec lata. Żar z nieba, gorąc, skwar, upał, piec hutniczy, ciekła lawa, Barlog – jednym słowem piekło.

Mimo wszystko dzielnie stawiłem się w Krośnie Odrzańskim na długo przed startem. Spokojnie odebrałem pakiet, w którym była bardzo fajna koszulka z długim rękawem, a takich mi właśnie brakuje i zrobiłem rekonesans po okolicy. Przyglądałem się jak zjeżdża się coraz więcej biegaczy, sporo znajomych. Ot, taki leniwie rozpoczynający się poranek. Jednak wyraźnie czułem jak z minuty na minutę robi się cieplej. Gdy było już naprawdę gorąco schowaliśmy się z Jędrzejem i Tomkiem w jego klimatyzowanym samochodzie, aby choć trochę schłodzić krew po czym ze szronem na rzęsach poszliśmy na linię startu.

Ruszyliśmy. Pierwsze dwa kilometry nieco złudne bo z górki, tempo jak na tą pogodę niecodzienne bo 4:05 min/km. Jednak już trzeci i kolejne kilometry pokazały, że tym tempem za daleko nie dobiegnę, zwolniłem do około 4:28 i takie już zostało średnie tempo tego biegu. Do tego strasznie się zirytowałem bo albo schudłem albo mój pulsometr nieco się rozciągnął i cały czas zsuwał mi się na biodra. Po kilku kilometrach dałem sobie spokój z korygowaniem jego położenia i zaczął on mierzyć tętno mojego tasiemca.

Krośnieńska 10 Krośnieńska 10 Krośnieńska 10

Przed biegiem ktoś wspominał, że od 4-5 km zaczyna się delikatny podbieg. Nie wspomniał jednak, że zaczyna się i się nie kończy! Naprawdę miałem wrażenie, że od 4 km do mety było pod górkę. Biegło mi się ciężko, punktów z wodą wcale nie było za dużo i choć miejscowi starali się polewać nas zraszaczami ogrodowymi, to niewiele to pomagało. Miałem ochotę zacząć iść, stanąć, albo zadzwonić po taksówkę i pojechać z płaczem do domu. Strasznie nie chciało mi się biec w tych warunkach.

W doborowym towarzystwie I po biegu Na boso, co za ulga!

Ale podczas tego biegu wydarzyło się coś jeszcze. Poczułem żyłkę rywalizacji, pierwszy raz! Dotąd nie miałem parcia, żeby kogoś wyprzedzić albo martwić się, że ktoś mnie wyprzedza. Tym razem obierałem na cel jakiegoś biegacza i starałem się go dogonić, spokojnie, rozkładałem to na dłuższy odcinek i czułem sportową satysfakcję, że zbliżam się coraz bardziej. Chyba tylko to doprowadziło mnie do mety.

Jednak gdy miałem około 300m do mety obejrzałem się i zobaczyłem, że jakieś 50m za mną jest biegacz, który dość mocno ciśnie i wyraźnie planuje mnie dopaść. Miał spory zapas sił a ja już ledwo człapałem i naprawdę nie mogłem wykrzesać z siebie więcej mocy. Dopadł mnie jakieś 10m przed metą i wyprzedził lewą stroną, ale...

Jak wiadomo, wszystko co jest przed „ale” jest nieistotne i tak było i tym razem.

...ale popełnił błąd taktyczny. Wyprzedził mnie, i czując się bezpieczny, mając linię mety w zasięgu rzutu bidonem znacząco zwolnił. A 10 metrów to spory dystans :) Zrobiłem kilka mocniejszych kroków, obiegłem go z lewej strony i przekroczyłem linię mety tuż przed nim! Wiem, jak dzieci :) Ale miałem z tego manewru sporą satysfakcję, miałem poczucie, że wygrałem ten bieg. Co ciekawe, okazało się, że podczas Krośnieńskiej Dychy organizator przewidział podział medali na złote, srebrne i brązowe. No i zgadnijcie kto zgarnął ostatni złoty medal? Nie, nie ja – choć zapewne opowieść byłaby wtedy bardziej dramatyczna - ale biegacz, który wbiegł za mną, ja dostałem przedostatni. A gdyby? No właśnie, człowiek nigdy nie wie o co się w życiu ściga.

Krośnieńska 10

Podsumowując: Czas netto 44:41, dwudzieste miejsce w kategorii wiekowej. Bieg był dla mnie bardzo trudny, naprawdę miałem myśl, by zejść z trasy. Zresztą chyba nie tylko dla mnie był trudny. Sporo osób zrezygnowało ze startu ze względu na pogodę, sporo osób nie ukończyło biegu, kilka zostało odwiezionych karetkami. Sam bieg zorganizowany bardzo fajnie, choć uważam, że przy takiej pogodzie bezwzględnie należy zapewnić częstsze punkty z wodą i kurtyny wodne z prawdziwego zdarzenia. Za to po biegu i dekoracji zwycięzców losowane były ciekawe nagrody a wśród nich kuchenka mikrofalowa i pralka. Akurat kilka dni wcześniej kupiłem nową pralkę i cieszyłem się, że to nie ja ją wygrałem, bo co bym zrobił z dwiema nowymi pralkami?

Najnowsze wpisy

Tematy

Archiwum

© 2017 Radek Rudziński
Projekt i wykonanie brodex.pl