Bieganie to emocje!

Podsumowanie sezonu - czyli Star... a raczej Run Wars

Podsumowanie sezonu - czyli Star... a raczej Run Wars

2015-11-21

Wraz z ukończeniem Biegu Niepodległości w Wolsztynie zakończyłem swój trzeci sezon biegowy. Ależ ten czas leci! I latka lecą... Zaczynam czwarty rok biegania. Czy wciąż mi się chce? O tak! Mało tego, apetyt rośnie w miarę biegania. Choć teraz zamiast "dalej i szybciej" chciałbym biegać "mądrzej i skuteczniej".

Mroczne widmo

W 2013 roku schyliłem się by zawiązać buty i… nie dosięgnąłem. Musiałem usiąść i trochę się pogimnastykować by je zawiązać. Wyszedłem z tej walki zwycięsko, ale przypłaciłem to sporą zadyszką. Gdy wstałem i spojrzałem w dół nie widziałem butów. Jakieś mroczne widmo je przesłaniało. To właśnie mój opasły brzuch stał się głównym powodem, dla którego zacząłem biegać. Chętnie kiedyś napiszę o tym dlaczego zacząłem, jak zacząłem, jak to wpłynęło na moją dietę i na całe moje życie. A jeśli pod tym wpisem znajdzie się minimum 5 komentarzy, w których wyrazicie taką chęć to pokażę Wam swoją rozbieraną sesję rok po roku, na której widać moją metamorfozę.

W pierwszym sezonie było łatwo :) Co trening to życiówka, szybkie postępy, duży spadek wagi, schudłem 17kg. I tak to już w pierwszym sezonie wystartowałem aż 3 razy w zawodach: w Parszywej Dwunastce, w Półmaratonie Zielonogórskim i w Wolsztyńskim Biegu Niepodległości. Kto by się spodziewał?

Pierwsze zawody: Parszywa dwunastka 2013r. Misiu zaczyna biegać. Półmaraton Zielonogórski 2013r. Bieg Niepodległości Wolsztyn 2013r.

Atak klonów

Drugi sezon (2014 r.) to aż 6 startów, wszystkie bardzo udane. Raz udało mi się nawet zająć drugie miejsce w swojej kategorii wiekowej na dystansie 5km. Dostałem srebrny medal i dyplom :) Cieszyłem się tym jak dziecko. Wbiegłem też na Śnieżkę, wspaniałe doświadczenie. Tam właśnie nauczyłem się ile daje doping kibiców. Przed samym szczytem umierałem a płuca ciągnąłem 2 metry za sobą. Wtedy ktoś z kibiców od niechcenia rzucił „Już niedaleko, dasz radę!” i poczułem jak wstępują we mnie drugie siły. Ruszyłem z kopyta i na stosunkowo dużej prędkości jak na bieg ku szczytowi Śnieżki wpadłem na metę. Udało mi się też zrzucić dodatkowe 3,5kg. Każdy dystans atakowałem jak żyleta. Szło dobrze.

Bieg na Śnieżkę - warunki nie rozpieszczały - 2014r. Oszroniałem! Bieg na Śnieżkę 2014r. Półmaraton Zielonogórski 2014r.

Zemsta Sithów

Niestety po Półmaratonie Zielonogórskim w 2014 r. dopadła mnie brzydka kontuzja. Ortopeda zdiagnozował to najpierw jako ubytek chrząstki stawowej  a potem jako przeciążenie. Ten ubytek chrząstki to raczej po to, by wymusić zakup leku, z którego jak sądzę miał prowizję producenta. Podejrzewam to, bo chyba cała przychodnia miała z tego prowizję. Gdy poszedłem do lekarza rodzinnego po skierowanie do ortopedy też od ręki dostałem receptę na ten lek, a ortopeda był bardzo niezadowolony, że już go zacząłem brać. W sumie brałem go 4 miesiące i wydałem na niego jakieś 230 zł. Nie wyleczyłem się do końca ale poprawa była znaczna. Bardziej przez czas niż działanie leku.

I tak wszedłem w trzeci sezon. Całą kontuzję leczyłem 7 miesięcy. Biegałem bardzo mało albo wcale. Internet zdiagnozował tzw. ITBS czyli zespół pasma biodrowo-piszeczelowego i potwierdził to ortopeda sportowy robiąc przy okazji kwaśną minę, gdy opowiedziałem mu historię mojego leczenia przez ortopedę. Usłyszałem też bolesną prawdę: bezpośrednią przyczyną mojej kontuzji było słabe przygotowanie siłowe, słaba – nazwijmy to – baza mięśniowa i ogólnie wysiłek, na który moje ciało nie było dobrze przygotowane. Wszystkie braki w treningu srogo się na mnie zemściły.

Pierwszy start sezonu 2015 to próba, czy w ogóle mogę biegać. Na szczęście mogłem, choć te pół roku praktycznie bez treningu dało o sobie znać. Prawie cały sezon był byle jaki. Wszystkie starty słabsze niż w zeszłym roku. Łącznie osiem startów plus dwa razy Parkrun w Żarach.

Nowa nadzieja

Dopiero końcówka sezonu i mój nerw po Półmaratonie Zielonogórskim sprawiły, że coś drgnęło. Niespodziewanie zadebiutowałem jako maratończyk i to w pięknym – jak na mnie – stylu. Po pierwsze dobiegłem do mety Maratonu Warszawskiego, po drugie dobiegłem w zakładanym czasie, a nawet nieco lepiej: 3h 56min. Jedyna życiówka jaką poprawiłem to półmaraton. W Skwierzynie poprawiłem swój czas o 5min. i 20 sek. Te dwa biegi tchnęły we mnie nowe nadzieje. W sezonie 2015 nic nie schudłem. I dobrze, bo teraz chciałbym zyskać kilka kilogramów mięśni.

Wolsztyńska Dycha 2015r. Parszywa Dwunastka 2015r. Debiut w maratonie - Maraton Warszawski 2015r.

Imperium kontratakuje

Kontuzja i słabsze wyniki dały mi sporo do myślenia. Postanowiłem coś zmienić. Zacząłem od zmiany treningu, dołożyłem interwały i zaprzyjaźniłem się z bieżnią na stadionie. Ale to mało, postanowiłem kontratakować i w listopadzie wykupiłem karnet na siłownię. Strasznie się tym jaram. Wszyscy są tam strasznie zbudowani. Mają plecy jak moje fotele w samochodzie, ręce jak moje uda, uda jak mój brzuch a brzuch z tareczką jak Brad Pitt. Wyglądam wśród nich jak… maratończyk wśród kulturystów. Ale nie przejmuję się. Mam nad nimi przewagę, nie muszę się martwić, że ktoś akurat korzysta z hantli, których potrzebuję gdyż nikt tych lekkich nie używa. A te cięższe, których wiecznie brakuje są mi (na razie) potrzebne jak lotnisko w Radomiu. Siłownia tak mi się spodobała, że muszę ciągle sobie przypominać, że chodzę tam by być lepszym biegaczem i to bieganie jest moją główną aktywnością.

Powrót Jedi

W tym tygodniu po niewielkim odpoczynku zacząłem nowy sezon. Już czwarty. Mam nadzieję, że wracam silniejszy,  bogatszy w zdobyte doświadczenie, odważniejszy i mądrzejszy. Postaram się unikać kontuzji dbając o dobre, ogólne przygotowanie fizyczne. Jak to mówią biegacze dzielą się na dwie kategorie: na tych co się rozciągają i na tych co jeszcze nie mieli kontuzji. Postaram się trenować mądrzej, dbać o objętość treningową, o zróżnicowanie treningów poprzez dołożenie akcentów (interwały, podbiegi, tempo progowe). Zaczynam myśleć też nad kalendarzem startów. Niestety widzę, że niektóre zawody, w których brałem udział co roku zejdą na dalszy plan. Nie da się pobiec wszędzie a apetyt rośnie.

Przebudzenie mocy

Może nie powinienem wybiegać za bardzo w przyszłość, może nie powinienem być  zbytnim optymistą. Ale jak się chce coś osiągnąć to trzeba mieć wizję i trzeba w nią wierzyć. Marzenia się nie spełniają, marzenia się spełnia i ja chcę swoje marzenie spełnić. W ostatnim biegu sezonu byłem 11 w swojej kategorii wiekowej. Mam apetyt na więcej, choć co roku jest trudniej ze względu na napływ młodej krwi do tej kategorii. Ten sezon pokaże czy wygra wigor jurnych czterdziestolatków czy doświadczenie czterdziestodwuletniego mężczyzny. Są tacy, którzy mówią, że w moim wieku to już ciężko o życiówki, że już późno, że pora schodzić, ale to nieprawda. Znam pięćdziesięciolatka, który w tym roku zrobił życiówkę w maratonie: 2 godziny 56 minut! Można? Można!

A poniżej na zdjęciu major Jan Stachow - rocznik 1929, czyli 86 lat! Żywy dowód, że wszystko przede mną :)

Major jan Stachow, rocznik 1929

Najnowsze wpisy

Tematy

Archiwum

© 2017 Radek Rudziński
Projekt i wykonanie brodex.pl