Bieganie to emocje!

Pomiędzy biegami - czyli o mydle i powidle

Pomiędzy biegami - czyli o mydle i powidle

2016-04-28

Emocje po Żarskiej Dyszce już opadły a do następnego startu jeszcze miesiąc. Pogoda zwariowała, raz pada śnieg, raz 20 stopni. Wszystko jakieś dziwne i brak w tym stałości. Do tego od dłuższego czasu psuje się w naszym domu wszystko, co może się zepsuć. Zacząłem też czytać ciekawą książkę, która kieruje moje myślenie na nieco inne tory. Dzięki niej bliżej mi do tego co prawdziwe i ważne. Chyba powoli wychodzę poza strefę komfortu i - o dziwo - odkrywam, że tam jest mi lepiej.

Po Żarskiej Dyszce

Organizatorzy Żarskiej Dychy ogłosili konkurs na najciekawsze zdjęcie, związane z ich biegiem. Wystarczyło uploadować fotkę na Fejsa lub Insta i dodać odpowiedni hashtag. Jeżeli z ostatniego zdania niewiele zrozumiałeś, to znaczy, że nie mieszkasz w internecie i na pewno masz w realu ciekawsze życie towarzyskie ode mnie. Kiedy więc rano mój smartfon wysłał do zegarka powiadomienie, że czas na Żarską Dychę zrobiłem zdjęcie, wrzuciłem na Fejsa i dodałem stosowny hashtag. No i wygrałem :) Razem z Dominiką Rezlerską otrzymaliśmy nagrody książkowe. Wczoraj do mnie dotarła (książka, nie Dominika), rozpakowałem podjarany, czytam tytuł: "Niewidzialne granice" - nic mi nie mówi. Czytam kto jest autorem: Kilian Jornet - nic mi nie mówi. Ignorant ze mnie. Ania spojrzała na moją zmieszaną minę i powiedziała "I co, będziesz musiał przeczytać...". Ano będę musiał.

Zwycięskie zdjęcie

Zacząłem czytać i już po kilku wierszach zaskoczony byłem tym jak Kilian barwnie opisuje swoje przygody. Kolory, wrażenia, emocje, niekończące się opisy to dla mnie aż za dużo. Dotarło do mnie, że ostatnio czytam tylko książki branżowe albo poradniki biegowe czy biznesowe. Wszystko skondensowane i rzeczowe a tu nagle ktoś mi po oczach takimi kolorami rzuca. Nie będę się rozpisywał na temat książki, bo dopiero zaczynam ją czytać, ale chciałem powiedzieć, że bardzo się z niej cieszę. To bardzo dobra odmiana, jak samotny wyjazd w góry, jak bieg po nieznanym terenie. Na rozsmakowanie się wrzucam jeden fragment:

"Wiesz czym jest szczęście? Prawdziwe szczęście? Nie znajduje się go w chwili, gdy coś osiągasz, kiedy wszystko już przyswajasz. Nie, czyste szczęście pojawia się dokładnie na moment przed osiągnięciem czegoś, w chwili kiedy zdajesz sobie sprawę, że to osiągniesz. To chwila, gdy usta nastolatka zbliżają się, żeby pocałować osobę, którą być może będzie kochał przez resztę swojego życia; chwila, gdy matematyk doznaje olśnienia i doskonale wie, w jaki sposób potwierdzić teorię, która od lat opierała się naukowcom; to chwila, kiedy maratończyk na igrzyskach olimpijskich dostrzega linię mety, ogląda się za siebie i zdaje sobie sprawę, że ma wystarczającą przewagę, aby przeciąć wstęgę; moment, kiedy kobieta dowiaduje się, że za kilka miesięcy będzie trzymała w ramionach swoje dziecko."

Od siebie dodam: To chwila, gdy cały bieg przebiegłeś w pięknym stylu, jesteś kilkanaście metrów od mety, gdy czujesz radość z biegania a na zegarze widzisz, że życiówka jest w zasięgu... Jeszcze jesteś przed metą, ale już zwyciężyłeś.

Parszywa 12

Do Parszywej co prawda jeszcze sporo czasu, nie mniej jestem zapisany i zapłacony. Trasa Parszywej to trasa moich najczęstszych treningów. Uwielbiam je biegać, uwielbiam zapach lasu, szum wiatru w liściach akacji, zające, sarny, dziki, zapach rozgrzanego piasku. Wczoraj dla odmiany pobiegłem trasę Parszywej w odwrotnym kierunku i odkryłem coś, co jest w sprzeczności z prawami fizyki. Ja wiem, że start i meta są w tym samym miejscu. Ja wiem, że skoro tak jest to suma zbiegów równa się sumie podbiegów. Ale na litość, Parszywa 12 jest cały czas pod górę, w obie strony! Mało tego! Biegnąc w odwrotnym kierunku jest jeszcze bardziej parszywa, jeszcze bardziej pod górkę. Koszmar.

NAprawdę Parszywa 12

Półmaraton Zielonogórski

Nie lubię półmaratonów. Dycha jest w miarę krótka i mocna, maraton jest długi i spokojny a półmaraton jest i długi i mocny. Półmaratony męczą mnie najbardziej a ten zielonogórski szczególne. Nie ma się co oszukiwać, że jak ktoś chce pobiec życiówkę w półmaratonie to raczej nie w Zielonej Górze. Dwie pętle z góry i pod górę dają nieźle w kość. W tym roku jednak trasa nieco się zmieni. Czy będzie łatwiej? W mojej opinii niestety nie. Dotychczas na początku, po krótkim podbiegu skręcaliśmy w ul. Podgórną i można było odetchnąć. Teraz pobiegniemy dalej pod górę ul. Lwowską, czyli zaczynamy ostro. Oczywiście wszystko się potem wyrówna. Na starą trasę wbiegamy w okolicy galerii Focus.

Półmaraton Zielonogórski

Kolejna zmiana to skręt z al. Konstytucji w ul. Reja zamiast prosto ul. Długą. No i tu może być ciasno, choć po takim dystansie powinniśmy już być rozciągnięci. Pobiegniemy przez centrum, okrążymy wiele rond i ul. Batorego wybiegniemy na spotkanie starej trasy. Z Batorego nie skręcimy jednak w szutrową Źródlaną a ku naszej radości pobiegniemy dalej w dół. Radość jednak będzie krótka, bo każde "w dół" zapowiada kolejne "w górę". Dobiegniemy do ul. Rzeźniczaka i długą Sulechowską wracamy do początku pętli. Tym co biegli już Półmaraton Zielonogórski nie muszę mówić, że na drugiej pętli ul. Sulechowska jest jakby dłuższa a łagodny podbieg na wiadukcie jakby bardziej stromy. Co szybsi będą widzieć z tego wiaduktu jak w dole biegną ci, którzy lubią delektować się swoim biegiem.

Po tych zmianach cały bieg zamknie się na mniejszej powierzchni miasta i nie odetniemy kierowcom ul. Wyszyńskiego i Zjednoczenia. I ta Zjednoczenia to jeden z plusów zmiany trasy: omijamy wiadukt przy Tesco. Czemu taka zmiana? Nie wiem. Zapytam i dam znać.

Cisza i spokój

Biegam, trenuję, a życie daje w kość. Jestem zmęczony fizycznie i psychicznie ale chyba zaczynam się do takiego stanu przyzwyczajać. Dlatego wracam do książki i szukam w niej słów, które przypomną mi co w życiu ważne. A na koniec jeszcze jeden cytat z książki "Niewidzialne granice". Kilian musiał zmierzyć się ze straszną, osobistą tragedią. Podczas wspólnej wyprawy zginął jego przyjaciel. Walczył ze wspomnieniami, walczył z poczuciem winy, aż w końcu wypowiada zdanie, które jest zgodą na wszystko, co go spotkało:

Będę żył aż do dnia, w którym umrę.

 

Najnowsze wpisy

Tematy

Archiwum

© 2017 Radek Rudziński
Projekt i wykonanie brodex.pl