Bieganie to emocje!

Umarł sezon, niech żyje sezon - czyli krok do przodu i dwa w tył

Umarł sezon, niech żyje sezon - czyli krok do przodu i dwa w tył

2017-03-11

Ponad rok temu planowałem sezon 2016. Warto prowadzić bloga choćby po to, że dziś mogę spojrzeć na ten wpis i zobaczyć czy wszystko udało się zrealizować. Z całego planu wypadł mi jeden bieg, ale za to dwa inne do niego wskoczyły (Szczęśliwa 10 i Cross Górski po Zielonym Lesie). Uzupełniłem więc ten wpis o wyniki poszczególnych biegów.

To był bardzo dobry sezon. Aż 4 razy biłem życiówkę, w tym dwa razy na dystansie maratońskim. Wisienką na torcie miał być ostatni bieg sezonu: Bieg Niepodległości w Żaganiu. Byłem dobrze przygotowany, to miał być piękny, przemyślany atak na życiówkę. Niestety, z wisienki pozostał jedynie kożuszek pleśni…

Po Maratonie Poznańskim popełniłem kilka błędów, które zaowocowały kontuzją. Kontuzją, którą już raz poznałem: ITBS, czyli przeciążenie pasma biodrowo-piszczelowego. Kiedyś cierpiała na to lewa noga, a tym razem prawa. Chciałem w tym opisie darować sobie szczegóły tych błędów, ale jednak muszę o tym powiedzieć głośno, choćby po to, żebym zaglądając tu za rok miał z tego jakąś naukę.

Maraton biegłem 9 października. Gdy wracałem pociągiem z Poznania myślałem, że kolana mi eksplodują. Ale już dwa dni później czułem się rewelacyjnie. Zatem 13 października wyszedłem na króciutkie rozbieganie, niecałe 5km w tempie 5:30. Bardzo mądrze. Ale już 16 października, czyli tydzień po maratonie startowałem w Crossie Górskim po Zielonym Lesie, czyli 10km w górę i w dół. Po co? Niby powolutku, ale wiadomo jak to jest.

Cross Górski po Zielonym Lesie Cross Górski po Zielonym Lesie Cross Górski po Zielonym Lesie

Biegło mi się bardzo przyjemnie. Zacząłem spokojnie, chciałem przebiec na zupełnym luzie, że niby jestem taki rozsądny... Ale gdzie tam. Po kilku lekkich kilometrach nieco przyspieszyłem i zdążyłem się solidnie zmachać.

Cross Górski po Zielonym Lesie Cross Górski po Zielonym Lesie Cross Górski po Zielonym Lesie

To jednak jeszcze nie było najgorsze.

Po Crossie zrobiłem 3 treningi średnio po 10km i kolejny trening to półmaraton przebiegnięty w 2 godziny. Po co? Na litość, po co! Niby czułem się dobrze, wciąż była moc, do tej pory moje nogi na nic się nie skarżyły. Ale moje nogi są bardzo pokorne i choć mocno już cierpiały to nic o tym nie mówiły. Ten dłuższy trening jednak je zabił. Wracając czułem znajomy ból po zewnętrznej stronie prawego kolana. Załamałem się, bo mamy już 27 października, a 11 listopada biegnę Bieg Niepodległości.

Tutaj można jeszcze było uratować sprawę. Wystarczyło zakończyć sezon, odpocząć, rozluźnić mięśnie, ale nie… Przecież muszę poprawić życiówkę na dychę!

No i prawie poprawiłem. W Żaganiu do 7 km szło bardzo dobrze, średnie tempo 4:15, czyli tempo na 42:30. Miałem jednak zapas sił, który miałem zamiar konsumować od 8 km. Niestety po 7 km ból kolana dopadł mnie nagle i na tyle skutecznie, że musiałem natychmiast przerwać bieg. Liczyłem się z tym, że kontuzja odezwie się przed metą, więc dość szybko pogodziłem się z porażką. Ale najgorsze były słowa wsparcia od innych biegaczy: „Dalej! Dasz radę!”, „Już niedaleko!”, „Za ostro zacząłeś?”. Miałem ochotę odrąbać tą nogę i kuśtykając na jednej prześcignąć ich wszystkich! Przecież miałem moc!

Bieg Niepodległości Żagań Bieg Niepodległości Żagań Bieg Niepodległości Żagań

Moc w bieganiu to jednak nie wszystko. Nie wystarczy biegać szybko. Trzeba biegać mądrze, a tego mi zabrakło. Bieg zakończyłem z czasem 45:53. Jak widać na zdjęciach końcówkę przebiegłem z podwiniętą nogawką, gdyż przy każdym punkcie medycznym prosiłem o zmrożenie kolana, by sobie trochę ulżyć. To też nie był najlepszy pomysł, bo tylko maskował ból, a zmiany w kolanie dalej zmierzały do katastrofy. Metę przekroczyłem z grymasem bólu na twarzy i ze spuszczoną głową.

Bieg Niepodległości Żagań Bieg Niepodległości Żagań Bieg Niepodległości Żagań

Sezon 2016 był dużym krokiem naprzód, ale przerwa spowodowana kontuzją sprawiła, że cofnąłem się o kilka kroków w tył. Cztery miesiące przerwy cofnęły mój pułap tlenowy (wg. Garmina) z 54 do 48.

Mówiąc szczerze tym razem nie przejmowałem się tą kontuzją tak bardzo jak ostatnio. Jedyne na czym mi zależało, to żebym był gotowy na Cracovia Maraton 2017. I co? Do maratonu 2 miesiące, a ja wciąż czuję tą nogę. O tyle dobrze, że mogę już biegać. Noga czasem pobolewa ale w innych miejscu, myślę, że to taki ból adaptacyjny po okresie niebiegania. Oprócz biegania dużo się roluję i ćwiczę z gumą. Bardzo powoli, ale konsekwentnie wracam do formy.

Jakie plany? W tym sezonie mam dwa biegi, które się dla mnie liczą: wiosenny maraton w Krakowie i jesienny maraton we Wrocławiu. Jeśli zdecyduję się wystartować w innym biegu to raczej przy okazji i w ramach treningu. Z racji kontuzji nie marzę nawet o żadnych życiówkach, no może we Wrocławiu, ale do tego czasu wiele jeszcze może się wydarzyć.

Cracovia Maraton

Najnowsze wpisy

Tematy

Archiwum

© 2017 Radek Rudziński
Projekt i wykonanie brodex.pl